Astra nadal wiceliderem

Astra Nowa Sól pokonała na wyjeździe Bielawiankę Bielawa 3:1. – Przed spotkaniem mówiłem chłopakom, że nie ma mowy o przegranej ani nawet o stracie punktu. Bielawa jak zawsze okazała się trudnym przeciwnikiem, ale tym razem to my mamy trzy punkty – mówi Przemysław Jeton, trener Koliberków

Bielawianka Bielawa – Astra Nowa Sól 1:3 (28:26, 12:25, 23:25, 18:25)

W minioną sobotę siatkarze Astry Nowa Sól rozegrali kolejny mecz drugiej rundy sezonu zasadniczego. Koliberki zmierzyły się na wyjeździe z siódmą w tabeli Bielawianką Bielawa. Najtrudniejszym zadaniem w Bielawie jest poradzenie sobie na bardzo specyficznej sali, która jest – można powiedzieć – nieprzyjazna dla gości. Nisko zawieszony sufit i brak przestrzeni dookoła boiska – to sprawia, że zawodnikom brakuje miejsca. Bardzo dobra dyspozycja Koliberków i posiadanie w zespole siatkarzy, którzy wychowali się na bielawskim boisku, było atutem nowosolan.

Spotkanie rozpoczęło się minutą ciszy z racji żałoby narodowej. Spiker przywitał kibiców Astry, którzy towarzyszą naszym siatkarzom nawet daleko od domu. Szczególnie miło przywitano nowosolskich siatkarzy. – Witamy Pawła Skibickiego, tego bardzo lubianego u nas siatkarza i przede wszystkim Przemka Kępskiego, kapitana Koliberków, który pochodzi z Bielawy i tutaj stawiał pierwsze kroki w siatkówce – podkreślił spiker. Na trybunach pomiędzy nowosolskimi kibicami usiadła spora grupa miejscowych mieszkańców. – My będziemy kibicować Nowej Soli, wspieramy naszego Przemka – zaznaczyła, jak się okazało, mama Przemysława Kępskiego. Barbara Kępska podkreśla, że Przemkowi bardzo dobrze gra się w Nowej Soli. – Jest zadowolony z atmosfery, lubi kolegów. Wyjechał z Bielawy zaraz po maturze w sierpniu 2010 roku na studia do Zielonej Góry. Od tamtej pory widzimy się z okazji świąt i kiedy gra u nas mecze. Dla mnie to wielka radość móc go zobaczyć, jestem dumna z jego osiągnięć. Przemek nie lubi, gdy się go chwali, sam o sobie też niewiele mówi. Najważniejsze, że kiedy gra, jest szczęśliwy – mówi B. Kępska.

Pierwszy set zaczął się równo dla obu drużyn. Zespoły grały punkt za punkt. Bielawianie nie pozwoli zdobywać gościom przewagi. Każde stracone punkty odrabiali, ponownie doganiając Astrę. Końcówka dostarczyła wiele emocji, bo trudno było przewidzieć, kogo będzie ostatnia piłka. Ostatecznie Bielawianka pokonała w tym starciu Astrę 28:26.

Do drugiego seta nowosolanie podeszli wyjątkowo zdeterminowani, chcieli udowodnić sobie i kibicom, że pierwszy set był rozgrzewką. Rzeczywiście w drugiej partii nowosolanie nie dali szans gospodarzom. Koliberki szły jak burza, seriami zdobywając punkty. Ani na moment się nie zatrzymali, w zasadzie nokautując siatkarzy Bielawianki. Zanim się zorientowaliśmy, było po secie z wynikiem 12:25.

Do trzeciej części Bielawianka podeszła zdeterminowana, chcąc pokazać swojej publiczności, że taka przegrana jak w drugim secie więcej się nie powtórzy. Gospodarze podnieśli się po przegranej i walczyli o każdą piłkę. Astra zdobyła jednak przewagę, którą utrzymywała – 13:9, 17:10, 20:17. Ostatecznie po zaciętym boju w końcówce Koliberki pokonały Bielawiankę 25:23.

Czwarty set miał rozstrzygnąć o wygranej nowosolan lub tie-breaku. Mocno zaczęli bielawianie, już na początku zdobyli kilka punktów z rzędu obejmując prowadzenie 4:0. Astra nie pozwoliła się jednak zepchnąć do narożnika, wyrównała na 7:7, a po chwili odzyskała prowadzenie. Koliberki grały spokojnie i konsekwentnie, systematycznie powiększajac przewagę i wygrywając czwartego seta 25:18.

Najlepszym zawodnikiem spotkania został i statuetkę MVP otrzymał wyróżniający się w trakcie meczu Adrian Kołodziejczyk.

– W pierwszym secie popełniliśmy mało błędów własnych i udało się z Astrą wygrać. To było jednak za mało, żeby zdobyć punkty w całym spotkaniu. Siatkarze z Bielawy spuścili głowy, a Astra się podniosła i zagrała fajną siatkówkę – przyznaje Marcin Jarosz, trener Bielawianki. Jego zdaniem tym się różni drużyna z drugiego miejsca w tabeli od tej z siódmego, że ta będąca wiceliderem potrafi w końcówce przycisnąć i wygrać. – Przed meczem w ciemno bralibyśmy jeden punkt, ale apetyt rośnie w miarę jedzenia. Tym razem wygrana jest Nowa Sól. Przed nami mecz u siebie z Sobieskim Żagań i wyjazdowy w Legnicy. W play-offach chętnie trafilibyśmy na Głogów. Mamy na nich sposób i potrafimy wygrywać – stwierdza M. Jarosz.

Trener Przemysław Jeton przyznaje, że nie dopuszczał innego rezultatu niż trzy punkty do przodu. – Pierwszy set trzeba uznać za zapoznawczy z salą i drużyną przeciwną. Po chwili byliśmy już zaprzysiężeni i ruszyliśmy do przodu. Nie pozwoliliśmy już przeciwnikowi zdobyć przewagi, włączył nam się instynkt. Każdy wiedział, że nie ma mowy o straconych punktach – podkreśla P. Jeton.

W najbliższą sobotę Koliberki grają z Olavią Oława, a ostatni mecz rundy rewanżowej zagramy na własnym parkiecie przy ul. Botanicznej z Bolesławcem.