Przemek Jeton pożegnał się z karierą zawodnika

Trener Jeton dla swojej drużyny nie zdobędzie już więcej punktów. Siatkarze będą musieli walczyć na boisku bez jego wsparcia. W sobotę P. Jeton ostatecznie pożegnał się z karierą zawodnika. Od najbliższego sezonu sto procent koncentracji skupi na roli trenera

W minioną sobotę w hali „Elektryka” odbył się Benefis Przemka Jetona. Z tej okazji został rozegrany mecz obecnych zawodników Astry i przyjaciół Jetona. Mimo rozrywkowego charakteru spotkania kibice dopisali i dopingowali raz jednych, raz drugich. Wiele ciepłych słów padło pod adresem pierwszoplanowej postaci wydarzenia.

– Mamy dzisiaj wspaniały dzień, gdy na boisku spotykają się dawni zawodnicy klubu z obecnymi, towarzyszy nam prezes Lubuskiego Związku Piłki Siatkowej Tomasz Paluch, wielu przyjaciół i nasi kibice. Dziękuję, że wszyscy się zmobilizowali na spędzenie razem tego dnia – mówił Zdzisław Rola, prezes Astry Nowa Sól.

Prezes lubuskiej siatkówki żartował, że teraz P. Jeton będzie znał ból, który on odczuwa. – Będziesz widział, że gra nie idzie, a nie będziesz mógł wbiec na boisko, żeby pomóc – powiedział z uśmiechem T. Paluch.

Od wiceprezydenta Jacka Milewskiego trener Jeton otrzymał srebrną paterę przedstawiającą miasto. – Otrzymują ją wyjątkowe osoby w wyjątkowych chwilach. Dla pana to przełomowy dzień, ale także przełomowy dla nowosolskiej siatkówki. Systematycznie budujemy drużynę przez duże „D”, ale mamy też trenera przez wielkie „T”. Dziękując za „już”, bardzo proszę o „jeszcze” w nowej roli – podkreślił J. Milewski.

Wiele ciepłych słów trener usłyszał ze strony sponsora Łukasza Lisowskiego z PKM Zachód, dawnych i obecnych zawodników oraz przyjaciół z parkietu.

– Najważniejsze, że dzisiejsze popołudnie zarezerwowali dla mnie nasi kibice. Jestem państwu bardzo wdzięczny. Dziękuję, że jesteście tutaj, a nie na grillu na działce. To dla mnie wiele znaczy – zauważył P. Jeton.

Wojtek Lis, przyjaciel Przemka, wspomina, że tworząc drużynę pod szyldem Astry byli świetnie zgrani nie tylko na boisku, ale i poza nim. – Prawdziwa drużyna wykuwa się w trakcie rozgrywek. My potrafiliśmy łączyć przyjaźń, sportowy wysiłek i rywalizację z innymi zespołami. To zaprocentowało wspaniałymi wynikami. Jestem pewien, że obecnej drużynie też się to uda – zaznacza P. Jeton. W. Lis opowiada, że z Przemkiem bardzo dużo grali w plażówkę. – Zdarzało się, że osiem godzin nie schodziliśmy z piachu. Wiele się wtedy działo. Łączy nas kawał dobrej siatkarskiej historii – przypomina z uśmiechem W. Lis. Dodaje, że Przemek to przede wszystkim fantastyczny kumpel. Każde wspólne spotkanie kończy się rozmowami o siatkówce.

Specjalnie na sobotni benefis dotarł Mateusz Raca, kolega Przemka z czasów studiowania w Opolu. – Przemek na studiach był bardzo lubiany, każdy chciał go znać i mieć w gronie przyjaciół. Przyciągał poczuciem humoru i pracowitością. Po studiach Przemek przyciągnął mnie do Astry, rok grałem w barwach Nowej Soli. Bardzo dobrze wspominam ten czas. Tworzyliśmy zgraną drużynę. Po roku wróciłem do domu, do Opola, ale kontakt mamy cały czas – opowiada M. Raca. Przyznaje, że gdy teraz patrzy na siatkarzy, to przykro mu, że ma już karierę za sobą. – Wspólne granie dostarcza niesamowitych emocji. Tym bardziej, gdy tworzy się rodzinę – zaznacza M. Raca.