Koliberkowy rollercoaster [Tygodnik Krąg].

Na spotkanie z Głogowem czekaliśmy od wielu tygodni. Mecz w terminie nie mógł się odbyć ze względu na kwarantannę Chrobrego. Później toczyły się kolejne spotkania zgodnie z harmonogramem rozgrywek. Wreszcie wolny, świąteczny dzień 11 listopada i możliwość rozegrania spotkania z Głogowem. Ważny i trudny przeciwnik. Mecze z dolnośląskim sąsiadem należą do wyjątkowo emocjonujących. Obie drużyny są mocne i ambitne a kluby kibica prężnie działają. Niestety ze względu na pandemię nie zadudniły bębny a doping musiał się przenieść przed ekrany komputerów. Komentarze i wsparcie widać było w komentarzach przy transmisji. Cieszyli się jednak tylko kibice Głogowa. Nasze Koliberki w pierwszym secie nie poderwały się do lotu. Przeciwnik punktował Astrę bezlitośnie a w szeregach nowosolan widać było niemoc. Pierwszego seta Koliberki przegrały 12:25. To jednak była dopiero zapowiedź katastrofy. W drugim secie Astra próbowała odgryźć się gospodarzowi ale energii wystarczyło na wywalczenie wyniku 23:25. Po dwóch przegranych setach wszystko mogło się jeszcze odwrócić w trzecim. Niestety szybko się okazało, że nie tym razem. Koliberki jak nieloty, nie dźwignęły się już parkietu i przegrały 25:13.

– Jechaliśmy z nadzieją na walkę z nastawieniem, że mecz będzie ciężki ale do wygrania. Nie spodziewaliśmy się, że może dojść do tak jednostronnego widowiska – komentuje Wiktor Zasowski, trener Astry. Trener przyznaje, że tego dnia głogowianie byli lepsi od Astry w każdym elemencie zagrywki. Lepiej przyjmowali a swoją zagrywka odrzucali Kolibry od siatki. Astra miała problem z przeprowadzeniem jakiejkolwiek akcji w pierwszym tempie. Nie funkcjonował u nas środek. Ratunkiem był atak na skrzydłach. Ten był jednak zbyt miękki, żeby pokonać Chrobrego. Przeciwnik szybko podbijał i skutecznie kontrował. Chrobry umiejętnie wykorzystał słaby dzień Astry. – Trudno powiedzieć dlaczego tego dnia nic nam nie szło. Ratowałem sytuację rotacją w składzie ale żadna zmiana nie przynosiła pozytywów. Czy to był zawodnik z pierwszego składu, czy z drugiego nikomu nie szło. Skończyło się meczem do jednej bramki – mówi W. Zasowski.

Podczas czwartkowego treningu, bo tak sromotnie przegranym meczu trzeba było zrobić rachunek sumienia i wyciągnąć wnioski i nastawiać się na spotkanie z Oławą. W. Zasowski zaznacza, że choć Astra nie przyzwyczaiła kibiców do tak słabych spotkań, to tak się niestety zdarzyło. – Musieliśmy odbudować się w Oławie – zaznacza W. Zasowski.

Na parkiet w Oławie w pierwszym składzie wyszli: Mateusz Ruciński, Dawid Witkiewicz, Paweł Skibicki, Mateusz Nożewski, Przemysław Kępski, Marcin Brzeziński, Bartosz Odwarzny.

Od pierwszego seta było widać, że Astra dobrze weszła w mecz. Najwyraźniej zawodnicy chcieli sobie i kibicom udowodnić, że w Głogowie był niespodziewany wypadek przy pracy.

Oława to solidny przeciwnik, który wielokrotnie już pokazał, że potrafi ogrywać najlepszych. Astra musiała uważać na przyjęciu i wykorzystywać atuty gry środkiem. Do połowy seta nowosolanie ustawili już grę pod siebie i z każdą kolejną piłką zwiększali przewagę wygrywając pierwszego seta 25:19. W drugim secie Koliberki dominowały nad przeciwnikiem i kontrolował grę wygrywając 25:17. W trzecim secie Oława postawiła się Astrze i zaczęła się walka punkt za punkt. Gospodarze przejęli prowadzenie o dwa punkty przy wyniku 13:15. Nowosolanie odwrócili tendencje, wyrównali na 19:19 i ostatecznie wygrali 25:23. Najlepszym zawodnikiem meczu został wybrany Paweł Skibicki.

W najbliższą sobotę przed Koliberkami mecz z Miliczem ponownie na wyjeździe.

To mocny i ambitny zespół. W tej chwili ma czwarte miejsce w tabeli i nie zamierza nikomu oddawać pola, tym bardziej na własnym terenie. Przed Astrą kolejny sprawdzian.

Monika Owczarek